No dobrze, przydługi wstęp mamy już za sobą, więc możemy przejść do pierwszego elementu naszej układanki – do techniki. Jeśli wstęp Cię ominął i chcesz poznać kilka podstaw, które składają się na to skąd bierze się progres we wspinaniu – klikaj tu. Tak, właśnie tu.
Technika
Zaczynamy omówienie od tego aspektu, bo jest on tym, na czym powinno skupiać się na początku wspinania. Przychodząc na ścianę po raz pierwszy, dysponujemy już jakąś sprawnością fizyczną i psychiczną, ale najczęściej o technice nie wiemy nic – jest naszym najsłabszym ogniwem, więc praca nad nią najszybciej przyniesie owoce. Co więcej, ciało i głowa oczywiście nie będą stały w miejscu, więc kiedy my będziemy skupiać się na poprawnym wykorzystaniu chwytów i stopni, czy szukaniu najbardziej optymalnej pozycji do wykonania danego ruchu, one przy okazji będą się przystosowywać do nowych okoliczności i wyzwań, więc „rozwiną się same”. Tak naprawdę przez długi czas nic nie będzie w stanie rozwinąć nas bardziej we wspinaniu niż samo wspinanie. To znaczy, że jeśli możecie wygospodarować czas na kolejny trening w tygodniu i zastanawiacie się czy nie lepiej byłoby pójść na siłkę, to nie, z perspektywy rozwoju wspinaczkowego zdecydowanie więcej zyskacie na kolejnej wizycie na ścianie i przewspinanych metrach.
Trzy etapy
Mamy w takim razie tą naszą technikę, uczymy się z filmików na YouTube, próbujemy podpatrywać starszych wspinaczy lub zapisaliśmy się na sekcję, a może nawet treningi indywidualne. Jak w takim razie będzie wyglądała praca nad tym aspektem, skąd będziemy wiedzieć na jakim jesteśmy etapie i do czego w ogóle dążymy? Proces nauki nowych umiejętności (można oczywiście znaleźć dużo więcej różnych teorii i schematów, ale to jest ten, którego ja się trzymam) z grubsza sprowadza się do trzech etapów: poznawczego, przyswajania i autonomicznego.
Poznanie
Pierwszy etap rozbijamy na trzy mniejsze, których przeprowadzenie można zamknąć w czasie od kilkunastu minut, przez cały trening, aż do kilku, czy kilkunastu treningów – zależnie od stopnia skomplikowania danej techniki, naszych indywidualnych predyspozycji i ewentualnych złych nawyków, które trzeba najpierw skorygować. Te trzy pod-etapy to kolejno: opis z wytłumaczeniem jak to się je (dlatego tyle na początku tyle gadam), prezentacja (której dokonuje instruktor, starszy kolega lub ludzik na ekranie) i wreszcie próby na własnej skórze. Na początku ruchy mogą wydawać się niewygodne, nieskuteczne i wymagają cały czas świadomego wysiłku przy ich stosowaniu, ale niestety, a może stety, trzeba przez to przebrnąć. Dużo tutaj pomaga kontrola z zewnątrz, feedback od bardziej doświadczonej osoby, któa powie czy robimy to prawidłowo, czy nie. Czasem jest przyjemniej, bo dostaje się oświecenia i od razu coś wchodzi idealnie, ale niestety nie ma co liczyć na to, że będzie tak za każdym razem. Jest to proces, w czasie którego budujemy bazę, swoisty schemat ruchu, który potem będzie można wykorzystać w różnych sytuacjach na ścianie. Można przyjąć, że etap ten kończy się, kiedy dana technika przestaje być dla nas niewygodna – nadal musimy sięgać po nią świadomie, ale zaczynamy już czuć, że jest skuteczna.
Przyswajanie
Drugi etap jest najdłuższy, bo sprowadza się do stopniowego i mozolnego powtarzania, do wykorzystywania danej techniki w coraz to nowszych sytuacjach. W ten sposób rozbudowujemy bazę ruchu o niuanse wynikające ze specyficznego ułożenia ciała, czy nawet tylko dłoni lub stopy, na różnych chwytach, w różnych formacjach i na różnych wysokościach. Oprócz tego znaczenie ma nasz aktualny poziom zmęczenia, lepszy, czy gorszy dzień, ale i towarzystwo (czyli ewentualnie wynikająca z tego presja lub motywacja), z którym się właśnie wspinamy. Krótko mówiąc, chodzi o to, żeby wypróbować daną technikę w jak największej ilości jak najróżniejszych sytuacji i nauczyć nasze ciało kiedy i w jaki sposób może ona przynieść nam korzyść. Na początku będzie dało się to zrobić tylko na najprostszych drogach, czasem wręcz specjalnie pod to wybranych chwytach, ale w miarę trwania tego procesu coraz częściej będzie się do niej uśmiechać też w trudniejszych sytuacjach, bliżej i bliżej naszego wspinaczkowego maxa. W większości technik nigdy nie uda się nam wyjść z tego etapu, co nie znaczy, że wachlarza naszych możliwości nie będzie dało się szeroko rozłożyć. Dobrze dopracowana technika, którą bezproblemowo czujemy, potrafimy z niej skorzystać nawet w trudnych sytuacjach, a w łatwiejszych wydaje się całkiem naturalna, daje ogromne możliwości.
Autonomia
Ostatni etap, autonomiczny, jest tym, co chcemy osiągnąć. Jeśli do niego dotrzemy, będzie to oznaczało, że daną technikę mamy opanowaną już do tego stopnia, że robi się sama, a co więcej robi się sama skutecznie (o ile dobrze się jej nauczyliśmy, bo jeśli dobrniemy tak daleko z błędami to generalnie kaplica). Umiejętnością na takim poziomie jest na przykład chodzenie. Odnosząc jednak to do wspinaczki: to właśnie po tą technikę nieświadomie sięgamy w pierwszej kolejności w najtrudniejszych sytuacjach, kiedy boimy się lub utkniemy na jakimś ruchu (stąd te nieszczęsne przybloki – ciało zna je najlepiej i nie tak łatwo się później ich pozbyć). Najlepiej gdyby wszystkie techniki udało się dociągnąć do tego etapu i dzięki temu na ścianie w dowolnym momencie móc skorzystać z dowolnej, najbardziej adekwatnej – mieć pełną swobodę doboru taktyki do danej sytuacji. Ale kto by miał na to czas ;) Najczęściej wymaxować można jeden czy dwa skille, te które najbardziej nam podchodzą i się podobają.
Słówko na koniec
Podsumowując, praca nad techniką wspinania sprowadza się do tego, żeby poznać, wypróbować, a następnie wykorzystywać w różnych sytuacjach nowe ruchy, tak długo, aż staną się całkowicie naturalne i nie będzie trzeba się nad nimi zastanawiać, ani świadomie zmuszać ciała do danej pozycji. To co będzie przeszkadzać w tym procesie to nieskuteczne (lub mniej skuteczne) nawyki, które posiadaliśmy wcześniej lub nabraliśmy ich już w trakcie przygody ze wspinaniem, a których trzeba się będzie pozbyć, żeby zrobić miejsce dla tych skuteczniejszych. Wszystko dlatego, że ciało będzie w pierwszej kolejności sięgać po to, co zna najlepiej. A w przyszłym tygodniu – jak to całe ciało w ogóle radzi sobie z wysiłkiem i co zrobić, żeby radziło sobie lepiej.